Łączna liczba wyświetleń

środa, 14 października 2015

przypadek

Przypadek sprawił, że mam chęć znów tu pisać. Mam powody. W sumie ciągle je mam, lecz z czasem przychodzi jakaś niechęć przelewania tego gdziekolwiek.
Przypadek sprawił, że widziałam dziś swoją pierwszą poważną miłość idącą w biało-pstrokatej kurtce, ze słuchawkami na uszach, na mój przystanek. Jaka była moja radość spotkania. Serce wie, że czas płynie, sytuacja się zmienia, ale pewne rzeczy pozostają niezmienne. Jedną frazą - brakuje mi tego sukinsyna. 
Tutaj właśnie pauza na mój uśmiech do monitora. Przewijają mi się wszystkie te miłe chwile. Wspólne wesela, granie w ping-ponga w garażu, obżeranie się pizzą oglądając jakieś durne komedie (grunt, żeby był lektor, bo w połowie i tak zaczniemy się całować), wyjścia na koncerty. Najważniejsze w tym wszystkim było wsparcie. Patrząc przez pryzmat czasu i innych ludzi doceniam jak wiele dla mnie zrobił. Nasza wymiana umiejętności na wielu polach, przede wszystkim ja mu wręczam aparat, on mi gitarę, była czymś niesamowitym. Chciało mi się działać, rozwijać. Teraz aż boli, gdy stoję w miejscu. Zdjęcia tak nie sprawiają radości, gitara pokryta kurzem zagraca mi drzwiczki do komody z ulubionymi swetrami. Robi się zimno, pewnie ją odkurzę i zmieni miejsce. Czy zagram na niej choćby kilka dźwięków? 
Było, jak było. Każdą relację witają wzloty i upadki. Teraz leżymy, raczej już nie wstaniemy, a ja życzę powodzenia, kochany, i trzymam kciuki za nową relację z panną, która towarzyszyła Ci przy zarezerwowanym stoliku od 18. 
Przypadek sprawił, że udało mi się wyjść na wieczorny spacer z tym, do którego słabość nie słabnie. Starym zwyczajem odwiedziliśmy Park Praski. W końcu witamy go jedynie, gdy jest ciemno i zimno. Czego nauczyło mnie spotkanie? Że można czerpać tak wiele przyjemności z ciszy brązowego spojrzenia. Że można czerpać tak wiele przyjemności z rozmowy o wszystkim i niczym. Ah, i tego, że październik to najwyższy czas na wygrzebanie z szafy rękawiczek. 
Przypadek sprawił, że jestem tak bardzo szczęśliwa. Moje zdjęcia pojawiły się w kolejnej, książkowej publikacji. Gdyby nie fakt polecenia mnie w szkole przez biologiczkę, żebym sfotografowała szkolny apel, nie miałabym żadnych, tak ważnych osiągnięć. Tymczasem mogę dostrzec swoje nazwisko pod kolorowymi fotografiami z reportażu.
Przypadek sprawił, że żyjemy. Że doświadczamy małych radości. Że poznajemy ciekawych ludzi. Ale także, że pojawiają się łzy, niekoniecznie wzruszenia. Życie jest w jakimś sensie grą. Pytanie, kto rzuca kośćmi, abyśmy wraz z innymi pionkami szli do przodu?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz