Moi drodzy,
Życzę Wam, abyście znaleźli wspólny, pogodny temat przy świątecznie zastawionym stole, abyście dobrze wykorzystali czas z bliskimi, którego na co dzień, ciągle nam brakuje. Życzę Wam zdrowia, pomyślności i spełnienia marzeń. Życzę Wam, aby odwiedził Was zabłąkany wędrowiec, dla którego czeka przecież miejsce w każdym domu. W końcu na tym polegają święta, aby znaleźć w sobie radość i potrafić się nią dzielić.
Spokojnych świąt!
Łączna liczba wyświetleń
środa, 24 grudnia 2014
czwartek, 18 grudnia 2014
ważne sprawy
Pamiętajcie drogie dzieci, jak się Wam nudzi, to się nudzi, a jak przyjdzie do zrobienia jakaś ważna sprawa, to od razu zwali ich się na głowę cały stos! Eh, ale nie śpieszcie się, bo diabełek tylko czeka, aż się potkniecie. A to potknięcie zazwyczaj powoduje, że totalnie wszystko się wali. Polecam tworzenie list priorytetów. Ceńcie swój czas. A, no właśnie. Ja czasu już nie mam, więc pędzę do moich pilnych błahostek.
wtorek, 16 grudnia 2014
lukier
Zastanawiający jest dla mnie fakt, dlaczego zawsze jestem w opozycji i mam tak bardzo różne zdanie od propagowanego? Może po prostu nie interesuje mnie kultura masowa i nie bawi mnie lemming train? Wiecie co nas otacza? Lukier. I nie chodzi mi tu o słodką polewę, a o przelukrowane, przesadzone treści. W reklamach syropek na kaszelek od razu leczy dzieci - żeby było śmieszniej w 90% podaje go kochania mamusia. Chrześcijańskie blogi zewsząd atakują osoby mieszkające razem przed ślubem. Seriale pokazują wielodzietne, kochające się rodziny, dla których największym problemem jest to, jaki jogurt kupić w sklepie. A my? Kupujemy Jabłuszka, bo wszyscy to mają. Jeździmy na rowerze, bo są ekologiczne, a samochody nie. Jemy sałatki, bo biedne zwierzątka. Wiecie co? Uwielbiam pisać sms na moim Samsungu, siedząc na fotelu pasażera w Golfie, zajadając się kabanosami. Możecie być sobą w tym dziwnym świecie. Na pewno wtedy będziecie skrytykowani, ale przecież pokazanie siły objawia się przez konfrontację z ludźmi o innych poglądach. Nienawidzę osób, które siedzą cicho. Nauka przebijania się przez tłum jest przydatna. Nie chcę być i nie jestem kolejną dziewczyną w kominie z kubkiem z ulubionej kawiarni, która czyta książkę w ztm, bo to modne. Nowy rok, to ponoć idealny czas na zmiany, choć osobiście uważam to za żałosne szukać sztucznego powodu do prób. Idealnym dniem na rozpoczęcie diety niech będzie środa, a nie poniedziałek! Nieważne, otwórzcie po prostu oczy, natychmiast.
wtorek, 9 grudnia 2014
ah, te księżniczki
Siedząc przy oknie w mojej ulubionej ostatnimi czasy kawiarni, pijąc czarną americanę i zajadając się bezą z kremem czekoladowym czytałam książkę na zajęcia. Niestety, skutecznie byłam rozpraszana przez osoby spacerujące po Nowym Świecie. Zapamiętałam w sumie jedynie młodego chłopaka z przewieszoną na ramieniu różową torebką. Moda nie idzie w dobrym kierunku. Po trzydziestu stronach nadszedł czas opuścić lokal, w końcu za kwadrans zaczynały się zajęcia. Jednak weszła para, około pięćdziesiątki, ona elegancka blondynka, on taki przeciętny facet. Zaczęła biegać po kawiarni, że nie ma tu dla niej miejsca, choć jej mąż zauważył dwa wolne stoliki - z krzesełkami, a nie z kanapami, jak chciała królewna. Jej szczęściem ktoś zwolnił jeden ze stolików przy kanapie i zadowolona tam usiadła. Mąż spytał, co ma dla niej zamówić. Odpowiedziała, że kawę i tiramisu. Spytał, czy z mlekiem, to naskoczyła na niego, że przecież ona nie pije mleka! I pech dodatkowo chciał, że wziął lody o smaku tiramisu, a nie ciastko, więc zaczął się cyrk. Żałowałam, że nie mam czasu dłużej się temu przyglądać, gdyż rzadko w cenie kawy ogląda się takie spektakle. Jedynie chyba ekspedientka mogła odetchnąć, że z damą miała mało do czynienia. Skłania mnie to do refleksji, czy naprawdę potrzebne jest to wywyższanie się? Jesteśmy ludźmi, różni nas płeć, status społeczny, grubość portfela, kolor skóry, wiara i poglądy. Nie należę do osób tolerancyjnych, ale nie rozumiem takiego całkowitego braku szacunku wobec innych. Na przykład ostatnio bardzo modny feminizm, który ze smutkiem zauważam wśród kobiet, z którymi mam styczność. Kiedy to nauczycielka naskakuje na mnie, kiedy chcę pierwszego o zdanie zapytać kolegę, zamiast sama narzucać swoje zdanie? Może powinnam jak to dzisiejsze zjawisko ignorować innych? Akurat do feminizmu nic mnie nie zmusi, ponieważ myślę przyszłościowo. W końcu jakiś pan w przyszłości będzie musiał naprawić mi samochód i odkręcić słoik...
piątek, 5 grudnia 2014
Królestwo moherowych beretów
Słowem wstępu, bo przecież pierwsza notka tego wymaga, witam wszystkich zagubionych w internetowych zakamarkach, którzy właśnie to czytają. Zamierzam wpisywać tu swoje myśli, które formowane każdego dnia szukają ujścia. Impulsami notek będą wydarzenia z życia codziennego. Nie będę już na początku opisywać siebie. Być może nie jestem nudna, ale nie mam na celu prowadzić "drogiego pamiętniczka". To, jaka jestem, myślę, że wyjdzie właśnie w treściach, także zapraszam do czytania, a lubiących dyskusje także do komentowania.
Z okazji trwającego adwentu wybrałam się dziś do kościoła na mszę roratnią. W ramach informacji dla ateistów i innowierców - msza o wschodzie słońca poświęcona Maryi. Jako dziecko pamiętam jej celebrację. W domu, przed adwentem przygotowywało się lampion. Z kartonu, z kolorowymi witrażami wyklejonymi bibułą, a w środku wycięcie na świecę. Przy tworzeniu pierwszego lampionu nieoceniona była pomoc mojego taty, który pomagał mi go sklejać. Wstawało się o 6 rano, żeby na 7 zdążyć do kościoła. Msza zaczynała się przy wyłączonym oświetleniu, jedynie płomień świec rozświetlał świątynię. Zawsze stawała nas duża grupa czterdziestu dzieciaków przy samym ołtarzu. Równo o 7 szła procesja ministrantów, którą prowadził ksiądz. Po mszy wyzwaniem było donieść światełko do szkoły. Symbolizowało to przekazanie wieści o tym, że czuwamy, że czekamy. Mnie osobiście przynosiło ogromną radość. Dodatkowo moja katechetka przygotowywała dla nas puzzle. Na każdych roratach otrzymywaliśmy jeden fragment, który można było złożyć w święty obrazek. Dziś wchodząc do kościoła przywitało mnie ciepło świec. Podchodząc bliżej ołtarza zobaczyłam, że stoją tam tylko troje dzieci. Nie było barwnych lampionów, nie było magii, jaką pamiętam z czasów szkoły podstawowej. Nawet staruszek z wkładami do zniczy było jakoś mniej. A za księdzem szedł tylko jeden ministrant. Nie czuję się w kryzysie wiary, choć nie jestem specjalnie religijna. Motyw wiary bardzo mnie interesuje, nie tylko chrześcijańskiej, ale każdej. Czym jest klimat adwentu? Czekaniem na narodziny. Kiedy mamy go poczuć, a przede wszystkim przeżywać, jeśli od końca listopada słuchamy "Last Christmas" w centrach handlowych, wgapiając się w pluszowe, tańczące renifery? Motyw świąteczny bardzo szybko nam się przejada, a samo słowo wigilia kojarzy nam się ze sprzątaniem i gotowaniem. Może zamiast latania po sklepach i szukania czegoś na prezent pod choinkę warto by przystanąć na moment i zastanowić się nad sensem świąt. Na pewno wyszydzą mnie tu ateiści. Ale nie chodzi mi o kwestie typowo religijne, ale zwyczajnie moralne. Przygotowanie duchowe ma na celu polepszenie relacji rodzinnych, przyjacielskich, przecież to świecka strona. Podczas przygotowań do świąt znajdźmy czas na rozmowę z bliskimi. Myślę, że zbliżenie kontaktów będzie w przyszłości o wiele lepsze od wymarzonego nawet prezentu. Rzecz nie da nam poczucia wsparcia, ciepła, zrozumienia. Zastanawia mnie ten brak dzieci w kościele. Przecież w wieku 7-10 lat to nie same dzieci decydują o uczęszczaniu na msze, ale ich rodzice. W jakiej wierze wychowywane są teraz dzieci? Obecnie propagowana jest postać brzuchatego dziadka w czerwonym stroju, wykreowana przez Coca-colę. Tymczasem czy ktokolwiek kojarzy kim tak naprawdę był św. Mikołaj? Widzimy Czerwononosego Rudolfa, elfy i śnieżynki, więc po co nam postać świętej rodziny? Brakuje dla niej miejsca w dzisiejszym społeczeństwie tak, jak dwa tysiące lat temu w Betlejem. Na szczęście jeszcze starsze osoby czują ducha prawdziwych świąt, ale niestety, to pokolenie wymiera. Gdy ich zabraknie, obawiam się, że świątynie opustoszeją. Nie dajmy się więc komercjalizacji. Za święta nie mamy płacić pieniędzmi, kupując najdroższe upominki, ale czasem, by poświęcać go innym.
Subskrybuj:
Posty (Atom)