Łączna liczba wyświetleń
sobota, 1 września 2018
radość i cierpienie serca
Nadszedł ten czas, że pokochałam bardzo. Zdarzały się miłości większe i mniejsze. Te z pożądaniem i te zdroworozsądkowe. Serce pojemne, przyjmowało jednego lub kilku na raz. Teraz coś się zmieniło. Zraniona wielokrotnie, ta która zdradzała. Czuję się zmieniona. Czuję, że kocham najlepiej i najmocniej jak umiem. Nie liczy się dla mnie już podziw na ulicy. Nie zbieram pożądliwych spojrzeń. Nie rzucam podtekstami. Nie puszczam oczek. Nie mam ochoty na kontakt z kimkolwiek, oprócz Ukochanego. Nie wszystko jednak uległo zmianie. Pozostały wspomnienia. Stare lęki. Ten paraliżujący strach, że to "zawsze" z "na zawsze razem" potrwa znów zbyt krótko. Że te wszystkie plany, że to legnie w gruzach. Teraz nie boję się przyznać, że byłam zła. Że krzywdziłam. Ze łzami w oczach, ale z podniesionym czołem mówię wprost, że nie jestem idealna. Że dużo sytuacji nie powinno mieć miejsca. Przez chwilę czułam się czysta. Przez dwa miesiące, które były dla mnie jak okres detoksykacji. Przeszłam go pomyślnie. Ale znów coś źle zrobiłam. Inaczej, ale wciąż źle. Nie wiem już czy wierzę w Boga. Ale może to już czas uklęknąć i wybłagać rozwiązanie. Bo o wybaczenie mogę prosić tylko Jego. Tego, którego kocham nad życie. Niech wymierzy mi chłostę, będę głośno liczyć baty. Dziękować za karę. Nie mam nic poza Nim. Tak wiele rzeczy straciło sens, gdy Go zyskałam. Tak cudownie mi, gdy bierze mnie za dłoń, gdy idziemy na spacer. Gdy pocałuje w skroń w kolejce do kasy w sklepie. Gdy nawet będąc zmęczonym znajdzie siłę by mnie pogłaskać, bo wie jak to lubię. Kocham Go. Jego piwno-zielone oczy, Jego spojrzenie. Jego dotyk. Jego uśmiech i te urocze zmarszczki mimiczne. Kocham Go, gdy robi nam kanapki i kocham, gdy chwilowo ważniejsza jest dla Niego gra od wspólnych zajęć. Jest dla mnie wszystkim. Bez niego wciąż będę żyła, ale co to za życie. Mój umysł Mu oddany. Moje ciało Mu oddane. Moje serce należy do Niego. A łza mi teraz spływa po policzku, bo wiem, że tego wieczoru się nie uśmiechnął...
poniedziałek, 11 czerwca 2018
sobotni wschód słońca
W 2016 roku na konkursie piosenki eurowizyjnej Litwę reprezentował Donny Montell. Zaśpiewał piosenkę "I've been waiting for this night". Utwór wpadł mi ucho, wykonawca w oko. Potem czasem słuchałam tej piosenki w wolnych chwilach. Ale dopiero w sobotę zrozumiałam o czym śpiewał.
Sobotnia szalona noc była najpiękniejszą randką w moim życiu. Jest ta taka iskierka, która podpowiada, że pierwszy raz spotkana osoba jest tą, której szukamy. Której towarzystwa pragniemy. To nie musi być i nie jest ideał. To nie jest coś, czego usilnie poszukiwałam w swoim życiu. To nie jest osoba, za która obejrzałabym się na ulicy. Wszystko jest na nie i wszystko jest na tak.
Czarno-biała relacja. Czarne posłuszeństwo. Oddanie tym orzechowym oczom. Oddanie temu silnemu charakterowi. Biała radość. Uśmiech i głębia rozmowy. Czarny strach o przyszłość. Białe podniecenie chwilą.
Wszystko jest dla ludzi. Hej, przygodo.
Subskrybuj:
Posty (Atom)