Z powodu braku miejsca na poczcie (za dużo wysyłanych mailem zdjęć) zaczęłam usuwać stare wiadomości. Cofnęłam się do roku 2009, gdy założyłam sobie pocztę... Czytam maile.... Natrafiam na to:
Słona kropla w morzu gości
w morzu złości
a potem spływa po poliku
uderza w list na stoliku
powstrzymaj ją nie daj jej spłynąć
tak jak dobrej chwili minąć
Zastanawia mnie, kiedy zaczęłam pisać? Kiedy na to wpadłam? Jaki był mój pierwszy wiersz? Wiadomo, z czasem pisze się inaczej, nabiera się dystansu. Ale słowo pisane zawsze było gdzieś blisko mnie....
Odszukałam więc mój stary zeszyt, z gimnazjum, do którego przepisałam wszystkie swoje rymy. Zaczęłam czytać i wyciągam perełki przeszłości.
Kochać wszystkich dookoła
To nie jest rzecz wesoła
Kochać tylko jedną z osób
To jest na życie sposób
***
Jeżeli niepewność Cię ogarnia
Pomyśl kogo widzisz spoglądając w niebo?
Czyje imię masz zawsze na ustach,
Gdy spoglądasz na odbicie lustra?
O kim śnisz, gdy drzemiesz w nocy?
Za kim tęsknisz w nudne wieczory?
Gdy serce podpowiada tylko jedną postać
Nigdy nie będziesz mógł się z nią rozstać.
***
Czasem łza z oka mi spłynie
Jeśli smutek długo nie minie
Często jednak uśmiech na mej twarzy gości
A radość w sercu gniazdko sobie mości
Jednak ciężko być zawsze wesołą
To się wiąże z przyjaciółmi i ze szkołą
A jeśli gniew i żal nastanie
Nigdy nie zobaczysz mnie w takim stanie
Gdy ktoś mnie widzi, w uśmiechu pokazuje ząbki
W samotności odczuwam ból rozłąki.
***
Gdy temperatura nocą się obniży
A wody świata zostaną lodem skute
To wtedy ludzkie serca chłód ogarnie
I wszyscy zaśpiewamy jedną smutną nutę
Niech wtedy słońce zza chmur wyjrzy
Niech ten smutny świat zobaczy
I od razu radość w sercu i w duszy zagra
A człowiek człowiekowi wszystko wybaczy.
Przerzucam kartki starego zeszytu. Dawniej była moda na perfumowanie stron, więc towarzyszy mi ciężki zapach. Przypominam sobie czas podstawówki, czas gimnazjum, czas pierwszych miłości, czas niewinności.
Ale najbardziej zauroczył mnie jeden z wierszy, tematyczny....
Mały Fryderyk jadł rano śniadanie
A potem uczył się gry na fortepianie
Muzyka była jego życiem
A nuty i klawisze w lustrze odbiciem
Uczył się grać w Warszawie, choć bliższa sercu była Żelazowa Wola
To z nią kojarzyła się radość i dziecięca swawola
Etiudię c-moll i poloneza es-dur napisał
A w Europie mało kto o nim nie słyszał
Niestety, pianista na gruźlicę zachorował
A przyjaciel w Paryżu go pochował
Jego serce złożono w św Krzyża kościele
A ludzi pamiętających o Fryderyku jest nadal wiele.
Nie zabierajcie dzieciom marzeń. Dajcie się im rozwijać. Powyżej wypisane wiersze napisałam w latach 2008-2011. Kto pochwalił by takiego smarkacza? Kto by pomyślał, że coś może stworzyć. Doceńcie talenty... Nie każdy przetrwa niepodlewany.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz