Łączna liczba wyświetleń
środa, 1 czerwca 2016
dziecko
Mija Dzień Dziecka. Jak byłam dzieckiem, miałam tak z 7-10 lat wierzyłam, że mogę być czarodziejką z ulubionego komiksu i tak jak ona władać jakimś żywiołem. Dziś jestem trochę większa, starsza i nie panuję nawet nad swoim życiem. Ot, takie zrządzenie losu. Jestem łatwowierna i wierzę, że będę szczęśliwa. Naiwność pozwala mi ufać ludziom karmiącym mnie sztucznymi komplementami i słowami, które chcę usłyszeć. Aż strach odwzajemniać uśmiechy w autobusach. Ostatnia rozmowa przebiegała w strugach deszczu. Deszcz ten nie ustał, leje wciąż symbolicznie. Co dzień próbuję się leczyć. A rany rozdrapuje przechodząc obok przystanku, na którym ostatni raz rozmawialiśmy, zaglądając do portfela, gdzie trzymam zdjęcie, czy po prostu wsłuchując się w swoje pragnienia. Boże, daj mu szczęście. Daj szczęście temu, kto jest moją karą za wszystkie złamane serca, za wszystkie grzechy. Udaję, że jest w porządku. Nawet czasem moja wyżej wymieniona łatwowierność pozwala mi oddać się tej myśli, że po prostu jest dobrze. Być może i są chwile, gdy tak faktycznie jest. Poznałam nowego, o smukłej sylwetce, o głębokim spojrzeniu, o cudownych policzkach, które uśmiechnięte rodzą uśmiech także na mojej buzi. Takiego, który przenosi mnie mimochodem w niewinne czasy, gdzie nie warto było się niczym przejmować, gdzie można było się powygłupiać, pośmiać. Takiego, który zapala we mnie płomień i dzięki któremu wciąż chce mi się żyć.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz